poniedziałek, 2 czerwiec 2008
czwartek, 15 maj 2008
"SMS od Obamy"
"Było, nie było ?"
Barack Obama zadzwonił do Hillary Clinton z gratulacjami po jej wygranej w prawyborach w Zachodniej Wirginii, ale pani senator wyłączyła komórkę i się do niej nie dodzwonił.
Prawdopodobnie wysłał jej esemesa. Nie wiemy jak sms wyglądał, ale jako blogerzy świadomi amerykańskiej kultury sądzimy, że prawdopodobnie był taki: "Hil, kewl job in wv. Luv, Bam." (Hil, dobr rob w zach. w. Cmok, Bam)
niedziela, 11 maj 2008
Wyborcom bliżej do McCaina. Andrzej Kozicki.

Grafika Associated Press ukazuje wyniki sondażu, z którego wynika, że wahadło wyborcze jest przesunięte lekko na korzyść konserwatyzmu ideowego i że Johnowi McCainowi dużo bliżej do centrum sceny politycznej, niż Barackowi Obamie czy Hillary Clinton.
piątek, 9 maj 2008
niedziela, 4 maj 2008
Clinton v. Obama

Jak dotąd Obama wygrywał w hrabstwach zdominowanych przez murzyńskich(afroamerykańckich) albo dobrze wykształconych wyborców. Clinton wygrywała wśród jednolitych etnicznie oraz gorzej wykształconych wyborców.New York Times.
wtorek, 22 kwiecień 2008
poniedziałek, 21 kwiecień 2008
środa, 16 kwiecień 2008
sobota, 29 marzec 2008
wtorek, 25 marzec 2008
Barrack Obama. Reakcje.
Czy po wysłuchaniu rasowego orędzia Barracka Obamy jesteś bardziej czy
mniej skłonny poprzeć go w wyborach na prezydenta?
52% Mniej chętny
19% Bardziej chętny
27% Nie ma zmiany w moich odczuciach
2% Nie mam zdania
W tym: 48% -- 28% wśród demokratów
i 56% -- 13% wśród niezrzeszonych (independents)
Badanie InsiderAdvantage/Majority Opinion Research wykonane 19 marca
na 807 Amerykanach, którzy wysłuchali/przeczytali mowę Obamy, spośród
łącznej próby 1051 Amerykanów (+/- 3,2%)
czwartek, 13 marzec 2008
Gubernator Nowego Jorku - wyznania prostytutki. Andrzej Kozicki.
To był najbardziej zakręcony facet, którego doprowadzałam do wzwodu, a wierzcie mi - widziałam wielu świrów.
Nie myślcie sobie. To nie zwykły zboczeniec - nie chciał, bym go biła, nie chciał, bym go związała, nie chciał, bym go prowadziła na smyczy. Natomiast domagał się, by jego wargi były wciąż nabrzmiałe... od mówienia. Tak, od mówienia. Nie chodzi o to, że ze mną gadał, przekomarzał się, wyżalał albo mówił pieprzoty szeptem mi do ucha. Chciał mówić. Pierwsza rzecz, gdy się pojawił w sypialni, to sprawdził w co jestem ubrana i dał znać, by wwieziono mównicę.
On [gubernator Spitzer] poszedł pod prysznic, a dwu jego ochroniarzy przytaszczyło przenośną mównicę z godłem stanu i zainstalowało podest. Wyszedł z łazienki w obcisłych gaciach, sięgających raptem kolan, i przebrał mnie w - przyniesione przez siebie - zielony golf z długimi rękawami i płócienne spodnie. Tak właśnie sobie życzył, więc tak właśnie było. Zawsze klient nr 9 tak się zachowywał.
Sadzał mnie przed mównicą, wypraszał ochronę, wchodził na podest i zaczynał mówić. Już wtedy zaczynałam się pocić, było tak gorąco, musiałam siedzieć niby w pierwszym rzędzie, a jego moja niewygoda podniecała. I zaczynał mówić: "Przede wszystkim, chcę podziękować wszystkim, którzy sprawili, że tego wieczoru jesteśmy razem: telefonistce w burdelu, która przyjęła mój telefon, oddanym i pracowitym ludziom, którzy zarządzają moim i twoim kalendarzem zajęć, inwestorom w rynek porno, którzy działają na rynku pełnym niebezpieczeństw i wszystkim, którzy parają się ciężką robotą w naszej ojczyźnie. Przede wszystkim chciałbym podziękować Ashley, która poświęciła kilka godzin, żeby przylecieć do mnie do Waszyngtonu i uświetnić swoją obecnością tę godną zapamiętania, historyczną chwilę. Ashley, czy mógłbym cię prosić o powstanie, żeby każdy mógł cię zobaczyć?".
"Ale Kliencie nr 9", powiedziałam. "Jesteśmy w tej sypialni tylko we dwoje".
"Proszę panią Ashley, żeby powstała", nie reagował. "Pokazała się nam wszystkim i do wszystkich uśmiechnęła". No to wstałam, rozpromieniłam się jak w telewizji, najpierw do firanek i zasłon, potem do mahoniowego sekretarzyka, potem do zdobiącego ścianę zdjęcia pomnika Jeffersona. Potem z gracją siadłam. Bo w końcu Klient nr 9 zawsze dostawał ode mnie to, za co płacił -- zawsze spełniałam zachcianki klientów.
"A teraz chciałbym powiedzieć kilka słów o korupcji. Całe swoje życie, odkąd przyjęto mnie do przedszkola, zwalczałem korupcję. Kiedy już dostałem się do zerówki i uczyłem się liter i cyfr, to przeprowadziłem poważne śledztwo. Odkryłem, że dostajemy złą kredę do pisania na tablicy -- kreda się łamie, pyli nadmiernie, nie spełnia standardów twardości kredy, wyznaczanych przez departament edukacji. Wziąłem sprawę w swoje ręce i udałem się do woźnego, a następnie księgowej i dyrektora, żeby nie tylko zamawiano elastyczną, jaśniebiałą kredę, ale by producenta trefnych kred wsadzono za kratki na lat przynajmniej 15. Potem, gdy byłem już w drugiej klasie podstawówki..."
Spocona, wciąż w golfie i spodniach zbudziłam się jakiś czas potem na podłodze. Gubernatora już nie było, zostawił tylko kartkę, że za tydzień znów ma na mnie ochotę.
tłum. Andrzej Kozicki
James Heffernan
The Huffington Post, March 12, 2008.
wtorek, 4 marzec 2008
poniedziałek, 18 luty 2008
Greg Sheridan: "On the Trail of a War Hero".
On the Trail of a War Hero
Greg Sheridan, 16 lutego 2008, The Australian
John McCain to na przestrzeni całego stulecia najciekawszy kandydat na prezydenta, jakiego Ameryka nie widziała od Theodora Roosevelta. Kilka tygodni temu pożyczyłem od znajomego pamiętniki McCaina „Faith of My Fathers" (Wiara mych ojców), wydane w 1999 roku. Zaskoczyło mnie jak bardzo jest ona pomijana podczas obecnych wyborów. Podejrzewam, że w ciągu dekady jej treść zdążyła się rozpłynąć w amerykańskiej świadomości politycznej. Pamiętniki poświęcone są nie tylko życiu McCaina, ale też jego ojca i dziadka, którzy obydwaj byli admirałami amerykańskiej marynarki wojennej.
Dziadek McCaina był niepoślednią postacią czasów drugiej wojny światowej i jako dowódca potężnej jednostki taktycznej na Pacyfiku odegrał kluczową rolę w zdobyciu Okinawy i w innych bitwach. Był nakręcany niesamowitą siłę woli. Kiedy przyznano mu lotniskowiec jako okręt dowódczy, dla zdobycia zaufania wśród żołnierzy nauczył się latać, choć miał już piąty krzyżyk na karku. Co prawda latanie z nim było uznawane za bardziej niebezpieczne, niż walka na linii frontu.
Dokonania ojca McCaina były jeszcze większe. Z natury był zahukany i nie mógł liczyć na taki posłuch jakim obdarzony był rubaszny senior. Miał niski wzrost, chuderlawą postawę, a psychicznie wykazywał się głęboką religijnością. Jednak jego dzielność i osiągnięcia jako komandora łodzi podwodnej wywindowały go z czasem na stanowiska dowódcy amerykańskich sił morskich na Pacyfiku, co jest drugą najwyższą fuchą, jakiej można dochrapać się w marynarce.
Z taką rodzinną tradycją i wysoką poprzeczką oczekiwań musiał się zmierzyć młody John. Odreagowywał przekorą, buntem i chamstwem, może nawet przypominał w tym młodego George'a W. Busha. Urządzał ostre popijawy i bisurmanił dziko z dziewczynami, aż w dniu rozdania dyplomów skończył akademię z marną piątą lokatą od końca. Im jednak dłużej służył w marynarce, tym rychlej się statkował. Był błyskotliwym pilotem myśliwca, coraz bardziej cenionym dowódcą, gdy w 1967 roku w locie nad Hanoi został zestrzelony i poważnie ranny.
W Wietnamie McCain spędził ponad pięć lat torturowany w więzieniu. Prawie połowa książki „Faith of My Fathers" poświęcona jest temu okresowi i czyta się ją z rosnącą fascynacją. Wśród szorstkich słów wyziera bowiem niezwykła prawda o synu admirała, który odrzucił ofertę wcześniejszego zwolnienia, dopóki jeńcy schwytani przed nim nie zostaną wypuszczeni.
McCain jest przekonany, że mając status karty przetargowej w rozgrywkach dwu armii był lżej torturowany od wielu z kolegów, których zaszlachtowano podczas przesłuchań. Wymienia i opisuje jeńców, którzy wykazywali się większą od niego odwagą.
W książce McCain nie skupia się na łamaniu kości i opisywaniu tortur, choć opisuje okoliczności podpisania przez siebie „lojalki", w której przyznawał się do niepopełonionych zbrodni wojennych, w tym bombardowania (choć był pilotem myśliwca). Bardziej opisuje swoją drogę emocjonalną, intelektualną i duchową w czasie tych pięciu lat uwięzienia, w tym dwa pełne lata całkowitego odosobnienia i dwu prób samobójczych przed podpisaniem „lojalki".
Świadectwo McCaina nie jest zwykłą relacją na potrzeby archiwów, jest raczej dziełem na miarę Viktora Frankla, żydowskiego psychiatry z Wiednia, który ocalał z Auschwitz. W „Ludzkim poszukiwaniu sensu" Frankl umieścił takie słowa: „Można wszystko odebrać człowiekowi, za wyjątkiem jednej z jego wolności – to on jest panem, jeśli chodzi o wybór swojego nastawienia do zdarzeń". McCain i Frankl dochodzą do tych samych wniosków – że nawet w sytuacji skrajnej człowiek ma zarówno pole wyboru między dobrem a złem, jak też ciąży na nim moralna odpowiedzialność – że bardziej niż jedzenia, schronienia i spokoju, człowiek łaknie sensu – że oddanie się sprawie, która cię przekracza jest wyzwalające i czyni znaczącym słowo „człowiek" – że spełnianie zachcianek nie prowadzi do szczęścia, w odróżnieniu od dawania siebie i oddawania z siebie. Dla McCaina źródłem tych wartości jest wiara.
Frankl uważał, że psychoanaliza powinna pogodzić się z tym jak wielką pozytywną moc niesie w sobie wiara, a co za tym, że umysł ludzki nie jest tylko chemiczną maszyną, reagującą na bodźce, ale istnieje też w człowieku sfera transcendencji, która jest poza zasięgiem zewnętrznych bodźców.
Przenikliwość doświadczenia i moc osądu McCaina nie sprawia jeszcze, że będzie dobrym prezydentem. Ale książka, którą podyktował jest dowodem na wykutą szlachetność tego człowieka. Ta książka rzuca światło na znaczenie ludzkiego losu, na konsekwencje naszych wyborów i na odczytywanie naszego przeznaczenia – i to nie jest typowe dla polityka.
Pamiętniki McCaina kończą się powściągliwie, ale pewnie ich autor przytaknąłby ostatnim zdaniom książki Frankla: „Jesteśmy realistami, bo poznaliśmy człowieka jakim jest. To człowiek jest istotą, która wymyśliła komory gazowe Auschwitz, ale też to człowiek jest istotą, która wyprostowana wchodziła do komór gazowych z Pater noster albo Szma Israel na ustach".
(tłum. Andrzej Kozicki)
poniedziałek, 11 luty 2008
Republianie odchodzą od konserwatyzmu ?. Andrzej Kozicki.
Wczoraj w telewizji ABC Karl Rove, który był strategiem kampanii Busha w 2000 i 2004 roku, skomentował najnowsze sondaże. Pokazują one, że McCain już scementował i zdyscyplinował republikanów, w odróżnieniu od demokratów, którzy są w większym stopniu rozproszeni. Rove twierdzi zatem, że głównym zadaniem McCaina jest wyzwolenie energii wyborców.
Tak rychłe zjednoczenie się republikanów jest zaskoczeniem. Nie są to jednak tacy republikanie, do jakich byliśmy dotąd przyzwyczajeni. Jedynie 27-32% (w zależności od badania) republikanów uważa się za ściśle konserwatywnych, aż 38% republikanów deklaruje się jako umiarkowanych albo liberałów. Zwycięstwa McCaina w prawyborach ani razu nie wynikały z tego, że udało mu się poszerzyć bazę i zdobyć bardzo konserwatywnych religijnie lub fiskalnie wyborców. Po prostu w Partii Republikańskiej za mało jest konserwatystów, żeby namaścić Romneya, i za mało jest nabożnych, żeby namaścić Huckabee. Elektorat republikański bardziej przesunął się ku centrum, niż dotąd sądzono.
Scementowanie wokół McCaina 80-86% republikanów pozwoli mu na przeforsowanie Charliego Crista jako kandydata na wiceprezydenta. Niby Jacques Chirac i Nicolas Sarkozy należą do tej samej partii, a jak się różnili i jak wielką zmianę na prawicy przyniósł Sarkozy. Podobną świeżość może wnieść tandem McCain-Crist, który byłby dla republikanów "la rupture tranquille" (spokojnym zerwaniem), by przypomnieć hasło wyborcze Sarkozyego.
piątek, 8 luty 2008
Jak McCain zmiażdżył maszynę Bushów. Andrzej Kozicki.
Przestaję walczyć o prezydenturę, bo kocham Amerykę – powiedział Mitt Romney, najbogatszy kandydat w wyścigu do Białego Domu. To równie wzruszające jak słowa premiera Oleksego po oskarżeniu go o szpiegostwo, że „składa dymisję, bo jest niewinny".
Biała flaga zawisła nad wielką maszyną wyborczą, przez siedem lat naoliwianą przez Karla Rove'a. Bush odbarzył Romneya szefostwem Stowarzyszenia Gubernatorów Republikańskich, załatwiano mu przyjaciół, pompowano w niego pieniądze, ostatecznie wydał prawie 120 mln $, a i tak Mitt musiał się poddać.
John McCain nie tyle zbudował konkurencyjną maszynę wyborczą, co przez lata cierpliwie sieciował, wiązał i wspierał republikańską „młodzieżówkę", która stan po stanie odbijała władzę pokoleniu braci Bushów. Tacy młodzi gubernatorzy jak Mark Sanford (47 lat) z Południowej Karoliny, Tim Pawlenty (47 lat) z Minnesoty, Charlie Crist (51 lat) czy nieco starszy Arnold Schwarzenegger (60 lat) to paczka McCaina. Oni mają własne struktury, które po prostu użyczali McCainowi, podług jego potrzeb. W miejsce pancernej maszyny Bushów mamy lekką, zwinną armię, gotową do blitzkriegu.
John McCain wystąpił przeciw Romneyom w 1998 roku, by Scott Romney – brat Mitta – nie został gubernatorem Michigan. Przyboczny McCaina Chuck Yob miał wygrać wybory na prokuratora stanowego, by dobrać się do skóry gubernatorowi i Romneyom, którzy byli podejrzani o różne ciemne interesy. Plan się udał, rodzina Yobów zablokowała Scotta Romneya i zapewniła McCainowi zwycięstwo w prawyborach w 2000 roku. Romneyowie pomagali Bushowi, ale ten przegrał w Michigan i Karl Rove musiał dobre trzy tygodnie pracować nad odzyskaniem siły przez Bushów i dobiciem McCaina w Południowej Karolinie.
Kolejne warte uwagi starcie mccainiarzy i bushystów miało miejsce na Florydzie. Jeb Bush zrobił sondaż i wyszło mu, że wyborcy nie akceptują dwu braci Bushów naraz. W odróżnieniu od innej pary braci w jednym z krajów europejskich, Bushowie wziął sondaż na serio i w 2006 roku namaścili niejakiego Toma Gallaghera, by startował na gubernatora Florydy. Ku zaskoczeniu partii, ludzie McCaina zorganizowali polityczną partyzantkę i wygrali z bushystami prawybory stosunkiem 2 do 1. Najpierw zapewnili republikańską nominację Charliemu Cristowi, a potem Crist z siłą huraganu wywalczył fotel gubernatora. Trzecie zwycięstwo tej samej partii na Florydzie zdarzyło się po raz pierwszy w 163-letniej historii stanu.
Od października 2006, czyli jeszcze przed wyborem Crista na gubernatora, cała maszyna Jeba Busha na czele z Sallym Bradshawem pracowała na rzecz Mitta Romneya. Precyzyjnie: to był sztab 12 osób zatrudnionych na stałe w ładnym biurze z jeszcze ładniejszymi asystentkami. Półtorej roku później McCain wygrał Południową Karolinę przewagą 3 punktów i stanął u wrót Florydy. Dzień po Południowej Karolinie McCain miał stratę 4 punktów do Romneya, a przepaść między nimi rosła w tempie 1 punktu dziennie, aż do 11-punktowej przewagi Mitta Romneya w dniu 26 stycznia.
W czasie pierwszej konferencji prasowej McCaina na Florydzie zapytano go, czy już rozmawiał z gubernatorem Charliem Cristem. Gubernator bowiem od wielu tygodni mówił dziennikarzom, że nikogo nie wesprze. McCain pokazał zegarek na ręce i roześmiał się: „Dzwonię do niego co godzinę".
26 stycznia McCain miał odwiedzić rodzinną miejscowość Crista. Nagle rozdzwoniły się telefony. Urząd gubernatora ściągał ekipy telewizyjne, a sztab Crista dzwonił do wszystkich namiestników hrabstw z informacją, że gubernator wsparł McCaina i chce, by również namiestnicy przyłaczyli się do poparcia. No i rozkręciło się. W tym 18-milionowym stanie kampania McCaina wykonała 10 milionów 20-sekundowych telefonów do wyborców, co kosztowało pół miliona dolarów. W Tampie i w okolicach baz wojskowych na północy wyborcy odebrali telefon z nagraniem generała Normana Schwartzkopfa, który dowodził w czasie wojny o Kuwejt (1990-91). Bogaci żydowscy emeryci dostali telefon od Joe Liebermana, który był kandydatem na wiceprezydenta u boku Al Gore'a. W dzielnicach kubańskich w słuchawce odzywał się głos Mario Diaz-Balarta, zasiadającego w Kongresie azylanta z Kuby. W niejednorodnych etnicznie lub religijnie hrabstwach był to telefon od samego gubernatora.
W rodzinnych stronach Crista – hrabstwach Pinellas, Hillsborough i Pasco – nastąpił w ciągu trzech dni przepływ 40 tysięcy wyborców do McCaina, a w całym stanie 190 tysięcy wyborców. To przepływ 10% całego elektoratu. To przepływ, który zapewnił McCainowi zwycięstwo pięcioma punktami: 36% do 31% nad Romneyem w zamkniętych republikańskich prawyborach.
Jeden z dziennikarzy zapytał doradcę Crista, czemu Crist jeździ z McCainem odkąd ten wygrał na Florydzie i co wnosi w Kalifornii czy New Jersey do kampanii McCaina. „Co wnosi jako współkandydat McCaina?" – po czym ugryzł się w język. „To znaczy chciałem powiedzieć..."
McCain chce powtórzyć trick Crista z 2006. Zmiażdżyć maszynę Bushów w ramach partii i jeszcze pokonać demokratów.
środa, 6 luty 2008
Andrzej Kozicki: Ameryka ogarnięta spiskiem
Słyszeliście, że Ameryką rządzą spiskowcy, którzy planują rozbiory Stanów Zjednoczonych i przyłączenia ich do Kanady i Meksyku? Nie słyszeliście? Najwidoczniej dobrze się zakonspirowali. Niektórzy jednak mają oczy i uszy otwarte. Już 17% Amerykanów jest świadomych spisku, a 23% przekonanych, że każde wybory są sfałszowane (badania Rasmussena).
Demokraci wierzą, że spisek zapewnił zwycięstwo Hillary Clinton w New Hampshire, gdyż w hrabstwach, w których głosy liczono ręcznie, a nie skanerem – wygrał Barack Obama (różnicą 5,81 punktów procentowych). Republikanie wierzą, że jedynym politykiem spoza spisku jest Ron Paul, położnik, który podczas festynów w rocznicę Spisku Prochowego Guya Fawksa zebrał 4 miliony dolarów na swoją kampanię. Hillary Clinton nie tylko mówi o spisku, ale nawet o nim napisała w autobiografii, że jest on wymierzony w nią samą i światłą przyszłość Ameryki.
Spiskowcy chcą powołać North American Union (NAU, Unia Północnoamerykańska) na gruzach USA, Kanady i Meksyku, zbudować z południa na północ autostradę, którymi będą ciągnąć ciężarówki wypełnione latynoskimi imigrantami, a dolar zostanie zastąpiony nową walutą: amero. Walka z NAU jest priorytetem w programie Rona Paula. Zdobywa nawet gdzieniegdzie poklask. I tak legislatura stanu Montana niemal jednogłośnie przyjęła uchwałę potępiającą „budowanie autostrad służących strefie wolnego handlu NAFTA".
Ron Paul jest współczesnym wcieleniem Williama Wirta, który w wyborach prezydenckich 1832 roku startował z ramienia Partii Antymasońskiej. Zdobył wtedy 100.715 głosów, wygrał wybory tylko w jednym stanie – w Vermont – i miał 7 elektorów. Poza masonami, bierzmy to na wiarę, Ameryką rządzili też Rockefeller – który jedząc obiady za 30 centów w stołówce doprowadził do Wielkiego Kryzysu w 1929 roku – papież Roncalli, który wraz z komunistami kupił wybory w 1960 roku dla Kennedyego – i wreszcie Żydzi, którzy za Nixona starali się przejąć administrację, czemu na szczęście Henry Kissinger zapobiegł.
Wiara Rona Paula w spiski powoduje też odrzucenie przez opinię publiczną drugiego elementu jego programu: postulatu przywrócenia standardu złota, zniesionego w 1971 roku. Do dziś zresztą cena złota jest najlepszym wskaźnikiem nadmiaru bądź braku pieniądza na rynku. Jedynym publicznie poważanym zwolennikiem standardu złota jest Jack Kemp, były kandydat na wiceprezydenta, który stoi za programem ekonomicznym Johna McCaina. Kemp zwraca uwagę, że zwycięstwo McCaina będzie skutkowało ustanowieniem „jakiejś formy kotwicy walutowej", za którymi to słowami może kryć się złoto.
Wysypka jakiej dostają demokraci na samą myśl o połączeniu chorej wizji spiskowej i rozsądnej ekonomii w poglądach Rona Paula może sprawić, że w przypadku zwycięstwa Johna McCaina demokratyczny Kongres ograniczy jego działania antyinflacyjne do utrzymania obecnego poziomu podatku od zysków kapitałowych (15%), blokując próbę stabilizacji waluty przy pomocy trwałej kotwicy.
środa, 9 styczeń 2008
New Hampshire. Analiza. Andrzej Kozicki.
W dwusetną rocznicę zburzenia Bastylii chiński przywódca Deng Xiaoping został zapytany, co sądzi o spuściźnie rewolucji francuskiej. „Za wcześnie, by o tym mówić" – odpowiedział. Czy zatem nie jest za wcześnie mówić o zwycięstwie Hillary Clinton w New Hampshire kilka godzin po tym wydarzeniu? Ale może jedna z teorii będzie prawdziwa?
Wygrana Hillary była zaskoczeniem. Stawiano na Obamę. Tim Russert, który jako dziennikarz NBC zjadł zęby na polityce, tak skomentował wyniki: „To pierwsze wybory, gdy nikt, ale to nikt – socjolog, ekspert albo sztabowiec – nie dał znać, puścił oko albo powiedział na ucho: wiesz, jeszcze mamy szansę".
Grafiki przedstawiają trend wznoszący Obamy przez cały grudzień, linia przecięcia występuje dzień po sejmikach w Iowa, ostatnie pięć sondaży wykazuje uśrednioną przewagę 7,4 punkta procentowego Obamy nad Clinton. Przedostatniego dnia kampanii jeszcze 30% zakładów na pieniądze obstawianych jest na Clinton, ostatniego dnia nikt już nie obstawił na Clinton. W czasie spływania wyników z lokali, zakłady nadal są przyjmowane wobec sprzecznych prognoz ABC i NBC, ale przez noc wahadło przechyla się o 100 punktów w drugą stronę.
Teoria pierwsza: Efekt Bradleya. Czarnoskóry Tom Bradley walczył o fotel gubernatora Kalifornii w 1982 roku, wygrywał w sondażach, ale przegrał wybory. Wiele kolejnych wyborów potwierdziło, że ankietowani nie chcą wychodzić na rasistów i deklarują poparcie dla kandydata mniejszości (Murzyna czy mormona), choć za kotarą naprawdę głosują na przedstawiciela establishmentu. Socjolodzy zauważają, że z upływem lat efekt Bradleya jest coraz mniejszy. Niemniej takie wyjaśnienie wygranej Hillary zaproponował Eugene Robinson w Washington Post.
Teoria efektu Bradleya ma tę zasadniczą słabość, że sondaże trafnie przewidziały poparcie dla Mitta Romneya. A uprzedzonych wobec mormonów jest więcej (24%), niż wobec Murzynów (5%).
Teoria druga. Efekt ostrzeżeń przed korkami. Wyświetlanie przy autostradzie informacji, że droga jest zapchana powoduje skierowanie części ruchu na drogi poboczne. Podobnie independents przekonani, że Obama wygra zdecydowanie z Clinton, zamiast zagłosować w prawyborach demokratycznych poczuli, że ich poparcie może rozstrzygnąć prawybory republikańskie – i na nie się udali. W ten sposób niezależni wyborcy mieliby odpłynąć od Obamy do McCaina. Wyborcy odpływali do McCaina przez pół roku: na początku 68% niezrzeszonych zamierzało wziąć udział w eliminacjach demokratycznych, w grudniu 42% z nich chciało oddać kartkę na któregoś z republikanów.
Teoria efektu zakorkowania nie sprawdza się, bo w rzeczywistości w dniu prawyborów nastąpił przepływ dokładnie w drugą stronę – o dwa punkty procentowe, ale jednak. To niezrzeszeni pojawili się u demokratów w większej liczbie, niż przewidywano. I tak jak 37% independents chciało głosować na Obamę, tylu zagłosowało.
Teoria trzecia. Efekt Feilera-Skurnika. Bruce Feiler wskazuje, że pod wpływem coraz lepszego przepływu informacji skraca się, za to intensyfikuje rozpęd (momentum). W czasach przed YouTube wygaszenie rozpędu McCaina w 2000 roku zajęło sztabowi Busha dwa tygodnie. Wymagało to przygotowania i wyemitowania dwu reklamówek telewizyjnych. Tym razem wszyscy wysyłali sobie linki do fragmentów debaty (dwa dni przed wyborami) i filmik z Hillary, która próbuje nie ulec emocjom, by nie uronić łzy (dzień przed wyborami). Oznaczałoby to, że rozpęd Obamy trwał tylko 4 dni i został zatrzymany najwcześniej dzień przed wyborami. Obama był też tak powolny, że nie zmienił swojego hasła między prawyborami.
Zatrzymanie rozpędu Obamy da się w ten sposób wyjaśnić, bo tak jak Obama miał według sondaży 37%, tak też z poparciem 37% skończył. Nie wyjaśnia jednak jak Hillary w zaledwie 24 godziny skoczyła o dziewięć punktów procentowych.
Teoria czwarta. Efekt Lazio. Rick Lazio startował przeciw Hillary Clinton w wyścigu o fotel senatorski w 2000 roku. Podczas debaty przedwyborczej zszedł z podium i podszedł do Hillary z plikiem rachunków szpitalnych. Teatralnie położył je na pulpicie Hillary i stał przy jej pulpicie całą wieczność – to jest 20 sekund – nim wrócił do swojego pulpitu. Hillary zachowała zimną krew, ale widzowie odebrali zachowanie Lazio jako naruszenie prywatnego terytorium damy. Tym samym Lazio przegrał debatę, a wkrótce wybory.
Również w New Hampshire Hillary bezsprzecznie wygrała debatę przedwyborczą (42% HRC do 32% BHO). Rzekomo obyty w dyplomacji Richardson głosił, że chce negocjować ze Związkiem Radzieckim. Barrack Obama na sugestię, że wydaje się milszy od Hillary, odpowiedział zimnym głosem, patrząc w kartkę: „Pani senator jest wystarczająco miła". Wreszcie John Edwards zaatakował Hillary. Kandydatka tylko czekała na atak na siebie, by ostro kontratakować, a kontrataki zawsze są skuteczniejsze i bardziej wiarygodne. Edwardsowi wypomniała, że żadna z jego inicjatyw nigdy nie przeszła w Kongresie, a Obamie, że zwalczając lobbystów zapomniał o szefowej swojej kampanii w New Hampshire – znanej lobbystce firm medycznych. Wreszcie, przypomniała, że o ile ona ma osiągnięcia w zmienianiu (i zaczęła wyliczać), to obaj panowie o zmianie mogą co najwyżej pogadać.
Hillary miała bezpośrednią, nieprzygotowaną wypowiedź na ostatnim spotkaniu, gdy w odpowiedzi na pytanie przyznała, że owszem – ponosi trudy kampanii i czuje zmęczenie, ale walczy o coś wielkiego. Była bliska łez. Wieczorem przed prawyborami Edwards zaatakował Hillary i powiedział, że kandydatka na prezydenta nie powinna być płaczliwa.
Efekt Lazio jest najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego, co się zdarzyło w New Hampshire 8 stycznia 2008 roku. Wygrana w debacie – dla 48% wyborców debata była „bardzo ważna" w kształtowaniu wyboru – i zarzucanie Hillary cynicznego spektaklu z reżyserowanym płaczem, gdy był to jeden z bardzo niewielu, jeśli nie jedyny moment naturalności u Hillary – sprawiło, że aż 51% wyborców podjęło decyzję w dniu wyborów (zwykle jest to tylko 30%). To wydarzenia ostatnich 30 godzin kampanii sprawiły, że Clinton poszybowała o 9 punktów.
To wydarzenia ostatnich 30 godzin kampanii sprawiły, że Clinton poszybowała o 9 punktów. To dlatego Clinton wygrała wśród kobiet 14 punktami nad Obamą. To kobiety zadecydowały o wyniku.
